organizacja czasu

[73] moja przygoda z bullet journal [jak się organizuję]

Jestem przekonana, że pierwszy raz usłyszałam/przeczytałam o bullet journalingu (BJ) na stronie Kasi z Worqshop. Początkowo te kolorowe, czasochłonne tabelki w ogóle mnie nie zainteresowały. Pół żartem, pół serio mruknęłam pod nosem, że acha, freelancerom to dobrze, że mają czas się tak organizować… ; ) Ci, którzy zaglądają na mój Instagram widzieli już fragmentu mojego BuJo i zestaw pastelowych kolorów, które są genialne.

1

Jak to się stało, że mimo sceptycyzmu zaczęłam swoją przygodę z BJ? Kluczem było moje umiłowanie do minimalizmu i poczucie odpowiedzialności za ekologię. Tak, bo używając BJ nie mamy strat w stronach i papierze, a nawet jeśli, to w porównaniu do rocznego kalendarza – minimalne. Wszystkie kalendarze i plany zmieścić w jednym zeszycie, który może mi służyć tyle, ile realnie potrzebuję, a w dodatku jest dostosowany do mojego aktualnego stylu życia – genialne. Dodatkowo mój styl uczenia to kinestetyk, co oznacza, że jeśli mam coś zapamiętać, to muszę to dotknąć – zapisać ręcznie.

Największa przeszkoda w używaniu BJ? Faktycznie mi, jako osobie pracującej na etacie, BJ aż tak nie organizuje życia, bo moje „życie” zaczyna się po 8 h pracy, a pracując także w weekendy – nie mam regularnego trybu, nie mogę więc ustalić, że w każdą środę pójdę na jogę albo do kina. Każdy tydzień, miesiąc wygląda inaczej. W dodatku zmieniam pracę, i zamiast 8.00-16.00, pierwszy raz będę pracować na zmianie 10.00-18.00. ; )  Upatruję w tym jednak także zalety – komu więc BJ ma się przydać, jak nie mi, skoro tradycyjny notes ma „za wiele stron”, których nie zapiszę?

Jak zaczęłam? Nie jestem osobą, która na hurra rzuca się na najlepszy notes i kolekcję zakreślaczy czy cienkopisów. Nie, wyjęłam zeszyt, który miałam w domu – duży i zupełnie nieforemny, ale chciałam przetestować układy. „Bawiłam” się tak ponad pół roku (od jesieni do końca maja). Efekty:
1. Dość szybko okazało się, że właśnie z uwagi na pracę często potrzebuję tylko jednej-dwóch strony na miesiąc, żeby zapisać najważniejsze daty, zadania. Tym samym system tygodniowy był u mnie pusty. W zwykłym kalendarzu to straszna strata miejsca!
2. Habit tracker – mierzenie realizacji celów – stosowałam już wcześniej w innej wersji, więc tutaj jak najbardziej się u mnie sprawdziło.
3. Testowałam także „praktykowanie wdzięczności” i „goals of the day”, ale niestety ja ogólnie jestem wdzięczna za to, że mam wspaniałego partnera, dość spokojne życie i nie potrzebuję dzień w dzień tego zapisywać ; )
4. Zapisywanie przeczytanych książek/obejrzanych filmów – początkowo nie mogłam „wymusić” na sobie zapisywania, ale weszło już w nawyk i przydaje się, bo mam krótką pamięć ; )
5. Dzięki BJ miło wspomina się wydarzenia, które niezapisane szybko uciekają pamięci!
6. Oprócz organizacji jest to mój sposób również na relaks, ćwiczenie pisma i… nadgarstka.
7. Na samym końcu BJ prowadzę też spis pomysłów na wpisy blogowe, monitoruję też czy już je zapisałam, a następnie dodałam na bloga.

Czego jeszcze nie próbowałam?
1. Wishlista – są mi obce, ale może dlatego, że oprócz kilku ciuchów do mojej idealnej garderoby, nie wiem co bym wpisała, mam małe potrzeby…
2. W moim BJ nie ma wielu kolekcji, może kiedyś się pojawią, ale chętnie przytoczę parę przykładów dla zainteresowanych. W notesie możesz zapisywać np. plany wakacyjne, ulubione przepisy, zaznaczać urodziny bliskich osób bądź inne daty, zapisywać częstotliwość przyjmowanych leków, zaznaczać wizyty u dentysty, słowem – co dusza zapragnie 😉
3. Moodtracker, czyli rejestrowanie nastroju np. jako mandelę, którą kolorujemy. Korci mnie bardzo przetestowanie akurat takiej „wkładki”, ale jeszcze nie zdecydowałam, jak się do tego zabrać 😉

Jak teraz wygląda mój BJ?
Na początek zdecydowałam się na nie aż tak drogi, często polecany Moleskine, akurat była na niego promocja i z przesyłką zapłaciłam 45 zł. Trochę przebija, ale nie przeszkadza mi to. Zwykły zeszyt przebijał bardziej ; ) Zamówiłam w kropki, byłam ciekawa takiej formy i póki co jest dla mnie bardzo wygodna.

IMG_20170721_143400.jpg

Pierwsza strona wciąż jest pusta, na drugiej widok sześciomiesięczny, żeby wpisać najważniejsze daty. Oczywiście co wrażliwsze informację wymazałam ; )

1.jpg

Jeśli chodzi o czerwiec, to zajął on jedynie dwie kartki, czyli cztery strony. Był to zabiegany miesiąc, byłam padnięta przed urlopem, w dodatku trzeba było zająć się organizacją ślubu. Moim głównym postanowieniem na czerwiec było wyciszenie się. Każdą wolną chwilę poświęcałam na jogę, czytanie, ew. refleksja nad blogiem i jego rozwojem oraz oczywiście zorganizowanie przyjęcia weselnego.

IMG_20170721_143516.jpg

Jak widzicie – mój BJ jest bardzo prosty. W czerwcu zdobi go jedynie wierszyk, który został mi przesłany z okazji urodzin od przyjaciela – idealnie wkomponował się w wolne miejsce mojego notesu, wcześniej zajmowały je dwie samoprzylepne karteczki, które po dezaktualizacji wyrzuciłam, a wpisałam te życzenia jako pamiątkę. Uśmiecham się za każdym razem, jak widzę tę stronę. Przy okazji mogłam wypróbować pisanie „tańczącą” czcionką.

IMG_20170721_143524.jpg

Tak, czytam kilka książek na raz 😉 Wpisuję książkę do BJ, gdy tylko zacznę ją czytać. Ptaszek oznacza, że skończyłam lekturę, strzałkę w prawo dodaję, jak tylko kontynuuję ją w przyszłym miesiącu, monitoruję także w ten sposób „porzucone” lektury (rzadko się zdarzają, ale bywa i tak).

Zakupy – już przy podsumowaniach finansowych pisałam, że zaczęłam monitorować zakupy kosmetyczne i ubraniowe bardziej konkretnie. Wcześniej tego nie śledziłam, jedynie po naszym budżecie miałam orientację.

Ślub – lista zadań, które miałam do zrealizowania w ostatnim miesiącu. Jak widać – wszystko na czas, a i sama kategoria więcej już się nie pojawi 😉

IMG_20170721_143535.jpg

W lipcu testuję zupełnie inny układ. Przede wszystkim jest to kwestia mojego urlopu. Poświęciłam stronę „tytułową” miesiąca na ujęcie w kwadracie i chcę ozdobić go ilustracjami/wklejkami – bo jednak ślub i wakacje! 🙂 Póki co wygląda to tak i chyba malowanie nie jest moją dobrą stroną, mimo że radości trochę jest.

2.jpg

Urlop pozwoli mi też w końcu na pełne przetestowanie ujęcia tygodniowego. Mimo że pierwszy tydzień głównie „nic nie robiłam” i odpoczywałam – taki układ jest miłą odmianą. Drugi tydzień to wyjazd, więc zdecydowałam się na jeszcze inny tygodniowy układ – „wspomnieniowy”. I jak tu nie kochać BJ? 😉

IMG_20170721_143550

Przedostatni tydzień urlopu jest przekształceniem tygodnia pierwszego, bo ciągle szukam „swojego” układu. Najbardziej bolą błędy, które niestety zdarzają mi się na każdej stronie i terminy, które z przyczyn niezależnych ulegają zmianie ; ) Teraz zastanawiam się nad układem na ostatnie dni lipca, bo w sierpniu pewnie wrócę do miesięcznego ujęcia.

3.jpg

Refleksja na koniec – nie ma dla mnie jednej definicji bullet journalingu. Traktuję to po prostu jako analogowy sposób organizacji – czy robimy to minimalistycznie, czy też kolorowo i artystycznie nie ma dla mnie znaczenia. Największą inspiracją jest dla mnie wspomniana Kasia i Agata, które tworzą w BuJo bogate, często kolorowe kolekcje.

Bullet journaling nie jest metodą dla każdego, ale ja mogę polecić z czystym sumieniem – nie miałam lepszego plannera 🙂

Reklamy

13 thoughts on “[73] moja przygoda z bullet journal [jak się organizuję]

  1. Śliczne zdjęcia 😉
    Od ponad pół roku też używam bj i zupełnie przepadłam. Też uwielbiam go za to, że nie muszę przeglądać pustych stron a jeżeli już jakaś się przytrafi mogę stworzyć na niej coś fajnego 🙂

    Lubię to

  2. Ale super kalendarz, ale jak masz takie zdolności artystyczne to nie dziwie się, że tak ładnie wygląda, fajnie, że Ci służy 🙂
    Ja próbowalam się przywyczaic do kalendarzy, ale tylko przez miesiąc używałam, a potem zapominałam, ale może w następnym roku zrobię kolejne podejście 🙂

    Lubię to

  3. Ja bardzo lubię takie wersje planowania, jednak tyle razy zabierałam się za swój BJ, a do tej pory go nie stworzyłam. Z jednej strony wiem, że nie musi być bardzo kolorowy i ozdobny, że można też kupić jakieś naklejki, itp. żeby nie był taki zwyczajny no i że nie jest to jego najważniejsza cecha, ale z drugiej strony zeszyt dalej leży i czeka na swój dzień 🙂

    Lubię to

  4. Zazdroszczę tak pięknego pisma ❤
    Dla mnie BJ nie sprawdza się w ogóle- miałam kilka podejść i jednak to nie jest dla mnie. Tradycyjny kalendarz i zwykłe białe kartki sprawdzają się u mnie lepiej. Choć jestem pod wielkim wrażeniem osób które tak piękne rzeczy tworzą podczas codzienności 😉

    Lubię to

  5. Ha, pierwszy BuJo i pierwszy miesiąc najtrudniejszy!
    Co do brush penów i innych… ja nie potrafię się im oprzeć, nawet jeżeli wykorzystuję potem może 2 z 10. To po prostu moja największa słabość, ale mam nadzieję, że w końcu zacznę coś z nimi robić (np. doodle, które sobie obiecałam) 😛
    Pierwsza whishlista pojawi się u mnie w BuJo w sierpniu! Miejsce na nią już przygotowane, nie mogę doczekać się wypełniania :3
    I masz całkowitą rację co do układów – ja pracując na freelance działam na rozkładzie tygodniowym, ale prawdopodobnie po podjęciu pracy na pełen etat przerzucę się na miesięczny. Wiadomo – potrzeby inne i dziennie „więcej” można podziałać – czy to w mieszkaniu czy poza nim (oprócz zarabiania na życie, oczywiście).

    Serdeczności!

    Lubię to

  6. Miałam już kilka podejść. Teraz kupiłam zeszyt w kropki i przepadłam. Oszukiwałam się, że ja nie potrzebuję ozdabiania i w ogóle. Nic bardziej mylnego. Obudziłam się moja artystyczna natura i już zaczynam planować, jak będą kolejne miesiące wyglądały.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s