oszczędzanie

[33] ile kosztuje roczne utrzymanie auta?

W połowie maja minął rok, odkąd kupiliśmy swoje pierwsze auto. Czas więc na podsumowanie. Chcieliśmy przede wszystkim coś młodego, z jak najmniejszym przebiegiem, mało palącego, ale z bagażnikiem większym niż maciupki 😉 Budżet oscylował w granicach 20 tysięcy. Zdecydowaliśmy się na 6-letnią Skodę Fabię, 67 tys. przebiegu, która akurat mieściła się w budżecie.

Teraz nasza Skoda ma 10 tysięcy przebiegu więcej, a jej błękit zdobią wręcz granatowe drzwi od strony kierowcy… 😉 Wydatki związane z naszym autem prezentują się następująco:

Przy kupnie:

ubezpieczenie: 860 zł (oc + ac)
hak: 35 zł (nie był wpisany do dowodu)
rejestracja: 180 zł
wyposażenie: 274,2 zł (m.in. wycieraczki – które są dość drogie do Skody, kabelek, ściągaczka, nabicie klimatyzacji, płyn do spryskiwaczy, skrobaczka)
Codzienne:

paliwo: 2076,5 zł, czyli miesięcznie ok. 173 zł (ale przyznajemy, że czasami dostawaliśmy pełny bak „w prezencie”, jeśli jest możliwość staramy się też jeździć w kilka osób i dzielić się kosztami)
parkometry: 28 zł
mycie: 5 zł
Inne:
zmiana opon: 100 zł (na zimę i na wiosnę)
kolizje: Cóż, to boli najbardziej. Mój D. miał dwie stłuczki parkingowe, które wniosły nas 1637,6 zł. Pierwsza była w zasadzie z jego winy i kosztowała nas 700 zł (wymiana wspomnianych drzwi od kierowcy, naprostowanie błotnika). Druga była z winy innego kierowcy, był spisany protokół policyjny, a mimo to musieliśmy dopłacić 937,6 zł… Wspominałam o tym w budżetowym podsumowaniu stycznia. Na kwotę złożyła się naprawa (742 zł), przegląd powypadkowy (190 zł) i wysłanie pocztą dokumentów, bo przy kolizji policja zabrała dowód rejestracyjny, który musieliśmy ściągać potem z innego województwa 😉 Nie rozumiemy tego, dwoma pismami się owoływaliśmy, ale ubezpieczyciel (mimo przytoczenia przez nas wyroków sądów w podobnych sytuacjach, oczywiście na naszą korzyść) nie poczuwa się do zwrócenia nam kosztów, nawet odpowiada lakonicznie, bez konkretnych argumentów. Raczej zostawimy więc sprawę, bo traktujemy to jako doświadczenie życiowe, dzięki któremu na przyszłość inaczej będziemy postępować w przypadku stłuczki. Jakby kogoś to interesowało to tak pięknie potraktował nas nasz ubezpieczyciel, czyli Hestia, którą wybraliśmy ze względu właśnie na jej dobrą reputację.
Podsumowując – przez pierwszy rok wydaliśmy na samochód 5196,3 zł, czyli 433 zł miesięcznie, a 14,43 dziennie (praktycznie tyle, co duża latte!). Gdyby jednak nie było stłuczek, które są wynikiem niefortunnych zdarzeń, byłoby to „jedynie” 3558,7 zł, czyli miesięcznie 296,6 zł, a dziennie 9,9 zł.
Czy po roku żałujemy zakupu samochodu? Absolutnie nie! Nawet mimo stłuczek koszt 14,43 zł dziennie nie jest dla nas duży – zresztą braliśmy ryzyko pod uwagę i gdybyśmy nie mieli oszczędności na ewentualne wydatki, czyli gdyby nie było nas stać na samochód – nie decydowalibyśmy się na jego zakup. Kilka przykładów:
1. Między naszymi rodzinami odległość wynosi ok. 200 km i nie da się, nawet z przesiadkami!, jakoś w miarę rozsądnie pokonać tej odległości autobusem czy pociągiem. Aktualnie mieszkamy w moim rodzinnym mieście, więc i tak jest w miarę dobrze, bo aby dojechać tutaj z poprzedniego miasta mieliśmy do pokonania 250 km, bez połączenia pociągiem (ok, ew. z przesiadkami, ale nie kalkulowało się i same nocne), a cały bilet autobusem 50-55 zł, więc znowu – lepiej było zainwestować w auto.
2. D. aktualnie dojeżdża do pracy 50 km w jedną stronę, szczęśliwie zazwyczaj dojeżdżają w dwójkę lub trójkę, więc codziennie koszt ponosi ktoś inny i nie opłaca się pokonywać trasę pociągiem. Raz, że wyszłoby drożej, dwa – wymusiłoby wychodzenie z domu jakieś pół godziny wcześniej i późniejsze wracanie.
3. Moi rodzice mieszkają na wsi oddalonej „tylko” 12 km, ale… bilet w jedną stronę wynosi 5,30!, więc na jednych odwiedzinach stracilibyśmy ponad 20 zł!, a jesteśmy tam średnio raz w tygodniu 🙂
4. Przede wszystkim ogromna wygoda – jedziemy kiedy chcemy i gdzie chcemy, nie musimy też martwić się o większe, ciężkie zakupy.

Zakup auta był jedną z lepszych decyzji finansowych i gdybyśmy jej nie podjęli stracilibyśmy przez ostatni rok nie tylko czas, ale i pieniądze. A jak się mają wasze autka?

Reklamy

11 thoughts on “[33] ile kosztuje roczne utrzymanie auta?

  1. No nareszcie! Widzę, że z prezentami w postaci pełnego baku mamy podobnie 🙂 Mnie mój tata czasem tak rozpieszcza 🙂 Co do stłuczek, zdarzają się i statystycznie każdemu mogą się przydarzyć, jestem jednak w szoku, że tak Was potraktowano, zwłaszcza, że mieliście AC. Przecież z AC możecie naprawiać szkody wyrządzone z własnej winy. Ja bym próbowała się odwoływać do skutku, iść do rzecznika konsumentów, iść gdzie to tylko możliwe. Ewentualnie, są na rynku firmy, które walczą o odszkodowania. Co prawda ich prowizje są ogromne, bo nawet 20% wysokości odszkodowania, ale często płatne tylko wtedy, gdy coś dla Was ugrają. Może warto się rozejrzeć, bo nawet jak im zapłacicie 20% to Wam zostanie 80% a to lepsze niż nic. Niestety stłuczka to masa nerwów, ale przy drugiej człowiek wie już, jak ma się zachować. Oby nic więcej się takiego nie zdarzyło! Jeździjcie bezpiecznie 🙂

    Lubię to

  2. Myśleliśmy o specjalnej firmie, ale dla nich zysk z niecałego tysiąca nie jest zbyt interesujący 😉 Wolą ścigać ubezpieczyciela jeśli straty wynoszą kilka lub kilkanaście tysięcy i jeśli pójdzie się od razu do nich, a nie na początku samemu walczy :/ Gdyby nie to, że oboje zmienialiśmy ostatnio pracę i dużo było zamieszania w naszym życiu pewnie byśmy nie odpuścili, ale po prostu nie starczyło już nam czasu. Teoretycznie nic straconego, bo na odwołanie od TU ma się aż trzy lata, więc kto wie 😉

    Lubię to

  3. Fajne zestawienie. Ja jestem jeszcze przed takimi zakupami, ale mam zamiar niedługo się z tym zmierzyć. Musiałabym jednak kupić coś tańszego w użytkowaniu. Nadal zastanawiam się czy opłacałoby mi się mieć samochód, bo w zasadzie jeździłabym nim głównie do sklepu, czy rodziny, którą odwiedzamy naprawdę rzadko. I tutaj mam własnie taki dylemat czy to się opłaca jak się mało jeździ. Do pracy nie będziemy jeździć, bo oboje pracujemy w domu, więc auto jest głównie potrzebne jak trzeba jechać do kogoś, a na co dzień tylko czasami odczuwamy jego brak.

    Lubię to

  4. Cóż, osobiście gdybyśmy codziennie nie użytkowali auta – nie zdecydowalibyśmy się na nie. Nie bardzo rozumiem tylko co rozumiesz przez „tańsze użytkowanie” – nie bardzo widzę opcję, żeby dało się zjechać z kosztów użytkowania bez perspektywy rychłej naprawy. Nasze auto jest tanie, mimo że na benzynę, ale jak się kupi na gaz to istnieje ryzyko popsucia silnika, co jest drogie. Ogólnie czym starszy samochód tym większe prawdopodobieństwo ciągłych napraw. Może trochę łopatologicznie to tłumaczę, ale nie znam się za bardzo na autach, tyle co musiałam się doszkolić właśnie przy zakupie… 😉

    Lubię to

  5. Też ostatnio coraz częściej myślimy o samochodzie, małym używanym, takim, którym dojeżdżałabym do pracy – ok. 20 km dziennie. Przemawia za tą opcją to, że miałabym dziennie ok. 90 minut więcej dla siebie, i oczywiście komfort jazdy, ale koszty utrzymania drugiego samochodu, w dodatku leciwego, na pewno będą duże.

    Lubię to

  6. Moja siostra pierwsze auto kupiła za nieco ponad 4 tysiące i jeździła nim kilka dobrych lat, bez większych inwestycji. ALE. Kupiła je od dobrego przyjaciela rodziny, który bardzo dba o swoje samochody – był garażowany, wiedzieliśmy co jest w jakim stanie. Niby mówi się, że lepiej samochodu od znajomych nie kupować, ale myślę, że jeśli się kogoś zaufanego to jest to najlepsza opcja. Kupując nawet auto kilkuletnie nigdy się nie wie, co się trafi, czy licznik nie był cofany…

    Lubię to

  7. Nie mogę doczekać się mojego podsumowania rocznego użytkowania samochodu, ale drogo będzie, bo i bardzo dużo jeżdżę. W 9 miesięcy wyszło kilka tysięcy. Rewelacyjne jest prowadzenie budżetu domowego, wszystko czarno na białym!

    Lubię to

  8. Mam 2 dzieci i mieszkam na wsi 🙂 Jednoi drugie po prostu wymaga posiadania auta:) Pracuję tez na wsi 🙂 Do zakładu mam jakieś 6 km. Teoretycznie dojechałabym rowerem – jednak zostaje kwestia zim. No i rano jeszcze dzieciaki zawożę do szkoły – przed pracą. Ogarnąć się bez samochodu po prostu by się nie dało. I zwiększyłoby koszty oraz czas – wielokrotnie

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s